Tej nocy, gdy głos mojego wnuka w słuchawce zadrżał – „Babciu, jestem na komisariacie. Macocha mnie uderzyła, ale twierdzi, że ją zaatakowałem. Ojciec mi nie wierzy” – zrozumiałem, że są formy zdrady, do których nigdy się nie przyzwyczaję.

Muszę porozmawiać z Chelsea. To ważne”.

Cisza. Potem odgłos kroków. Rob podał telefon żonie.

„Elellanena” – głos Chelsea brzmiał ostrożnie, niemal rozbawiony. „Co za niespodzianka”.

„Musimy porozmawiać o domu, o Ethanie, o wszystkim” – powiedziałem.

„Nie mamy o czym rozmawiać” – odpowiedziała.

„Proszę” – powiedziałem zmęczonym i zrezygnowanym głosem. „Mam dość walki. Chcę tylko, żeby mój wnuk był bezpieczny, a syn szczęśliwy. Jeśli to oznacza ustąpienie, to ustąpię”.

Zapadła długa cisza. Wyobrażałem sobie uśmiechniętą Chelsea po drugiej stronie słuchawki.

„W jaki dokładnie sposób?” – zapytała.

„Dom” – powiedziałem. „Wiem, że Rob w końcu go odziedziczy, ale ostatnio choruję. Moje serce nie jest w dobrej kondycji”. Lekarze mówią, że to kwestia miesięcy, może nawet roku. Nie chcę umierać ze świadomością, że zostawiłam syna w tarapatach prawnych.

„Jak miło z twojej strony” – powiedziała z wyraźnym sarkazmem. „Co masz na myśli?”

„Jestem gotowa podpisać dokumenty przenoszące własność na Roba. Ale pod jednym warunkiem: że zostawisz Ethana w spokoju. Że wycofasz zarzuty. Że pozwolisz mu mieszkać ze mną do końca życia”.

Znów zapadła cisza. Słyszałam głosy w tle. Chelsea naradzała się z kimś – prawdopodobnie z Geraldem.

„Kiedy chcesz to zrobić?” – zapytała.

„Jutro. O 15:00. U mnie. Możesz śmiało przyjść ze swoim prawnikiem. Chcę, żeby wszystko było legalne i ostateczne”.

„Skąd ta nagła zmiana zdania, Elellaneno?”

„Bo jestem zmęczona. Bo nie mam już sił walczyć. A ponieważ mój syn w końcu dokonał wyboru – nie ja”.

Te ostatnie słowa bolały, bo były prawdziwe.

„W takim razie jutro o trzeciej” – powiedziała Chelsea. „I mam nadzieję, że nie bawisz się ze mną, staruszko. Bo jeśli to zrobisz, obiecuję, że pożałujesz”.

„Nie bawię się. Po prostu chcę spokoju”.

Rozłączyła się.

Wciąż wpatrywałem się w telefon, serce waliło mi w gardle. Linda położyła mi dłoń na ramieniu.

„Świetnie się spisałeś, Komandorze. Brzmiałeś przekonująco”.

„Jest w tym trochę prawdy” – przyznałem. „Jestem zmęczony. A Rob rzeczywiście wybrał ją zamiast mnie. Ale nie pozwolimy jej wygrać”.

„Nie” – powiedziała Linda. „Dopilnujemy, żeby przegrała wszystko”.

Resztę dnia spędziliśmy na omawianiu każdego szczegółu planu. Gdzie ja usiądę. Gdzie oni usiądą. Jakie pytania zadać, żeby zaczęli rozmawiać. Jak subtelnie ich sprowokować, żeby czuli się komfortowo.

Tej nocy, zanim poszłam spać, poszłam do pokoju Ethana. Leżał rozciągnięty na podłodze, wpatrując się w sufit.

„Zdenerwowana, babciu?” – zapytał.

„Trochę” – odpowiedziałam. „Ale jestem bardziej zła niż zdenerwowana. I ta złość doda mi jutro sił”.

„A co, jeśli coś pójdzie nie tak?”

„Nic nie pójdzie nie tak. Zaufaj mi”.

Usiadł na łóżku i mnie przytulił.

„Zawsze ci ufam, babciu. Jesteś najsilniejszą osobą, jaką znam.

„I dzięki tobie wciąż walczę” – odpowiedziałem.

Linda przyjechała wcześnie następnego dnia. Sprawdziliśmy kamery po raz ostatni. Wszystko działało idealnie.

O 13:00 zabraliśmy Ethana do domu Lindy. Jej mąż, spokojny i rzetelny mężczyzna, został z nim.

„Pod żadnym pozorem nie wychodź z domu” – powiedziałem Ethanowi. „I zostaw włączony telefon”.

„Uważaj, babciu”.

„Zawsze tak robię”.

Wróciliśmy z Lindą do mojego mieszkania. Linda rozsiadła się w moim pokoju z laptopem, słuchawkami i profesjonalnym dyktafonem. Czekałem w salonie.

O 2:55 zadzwonił dzwonek do drzwi. Wziąłem głęboki oddech. Wstałem i wygładziłem szarą bluzkę i ciemną spódnicę. Wybrałem ubrania, które sprawiały, że wyglądałem na starszego i bardziej bezbronnego.

Otworzyłem drzwi.

Byli. Chelsea w beżowej sukience biurowej i na wysokich obcasach. Obok niej stał mężczyzna około pięćdziesiątki, w nienagannym garniturze, z teczką w ręku. Gerald Hayes – bez wątpienia. A za nimi, z niepewnym wyrazem twarzy, stał Rob.

„Proszę wejść” – powiedziałem cicho. „Spodziewałem się pana”.

Chelsea weszła pierwsza, patrząc na mój dom z ledwo skrywaną pogardą. Gerald poszedł za nią, oceniając wszystko wzrokiem prawnika. Rob wszedł ostatni, nie patrząc mi w oczy.

„Proszę usiąść” – powiedziałem.

Wskazałem na sofę i krzesła w jadalni. Chelsea siedziała w największym fotelu, jakby była właścicielką domu. Gerald usiadł obok niej. Rob siedział na osobnym krześle, jakby chciał zniknąć. Ja usiadłem naprzeciwko nich.

I w tym momencie, gdy kamery nagrywały każdą sekundę, rozpoczął się finał.

„Dziękuję za przybycie” – powiedziałem. „Wiem, że to nie jest łatwe dla nikogo z nas”