Miała na sobie czarne spodnie dresowe i obcisłą różową bluzkę. Włosy miała związane w kucyk. Bez makijażu wyglądała młodziej, ale też bardziej wyrachowanie. Jej wzrok badał Ethana od stóp do głów, niczym drapieżnik badający swoją ofiarę.
„Przyszedłeś” – powiedziała beznamiętnym głosem. „Myślałam, że się wycofasz”.
„Przyszłam po swoje rzeczy. Tata powiedział, że mogę”.
„Twój tata dużo gada. Wejdź, ale szybko. Nie mam całego dnia”.
Ethan wszedł. Kamera uchwyciła wszystko. Elegancko umeblowany salon, marmurową podłogę, obrazy na ścianach – wszystko nieskazitelne, wszystko idealne. Fasadę.
„Idź do swojego pokoju. Masz trzydzieści minut” – rozkazała Chelsea, zamykając za sobą drzwi.
Ethan wszedł po schodach. Kamera wszystko nagrała. Dotarł do swojego pokoju i otworzył drzwi.
Serce mi pękło, gdy zobaczyłam, co pokazały kamery.
Pokój był kompletnie zniszczony. Ubrania Ethana walały się po podłodze, plakaty zerwane ze ścian, biurko przewrócone, książki porozrzucane wszędzie, a łóżko ogołocone z pościeli – jakby przeszedł przez nie huragan.
„Boże” – wyszeptała Linda, patrząc na ekran w lusterku wstecznym.
Usłyszałam drżący głos Ethana w nagraniu.
„Co się stało z moim pokojem?”
Z dołu dobiegł głos Chelsea, krzyczącej:
„Sprzątasz jak świnia. Dlatego twój pokój tak wygląda”.
Ethan zaczął zbierać ubrania i pakować je do plecaka. Trzęsły mu się ręce. Aparat uchwycił, jak na chwilę zatrzymał się przed rozbitym zdjęciem leżącym na podłodze. Było to zdjęcie z matką, zrobione rok przed jej śmiercią. Ramka była w kawałkach. Na zdjęciu był odcisk buta.
Obserwowałam, jak Ethan ostrożnie je podnosi, otrzepuje z kurzu i wkłada do plecaka.
„Oddychaj, synu” – wyszeptałem, choć wiedziałem, że mnie nie słyszy. „Oddychaj”.
Spakował ubrania. Potem otworzył szufladę biurka, szukając zeszytów.
Wtedy to zobaczyłem. Na ekranie telefonu, za stertą połamanych zeszytów, coś błysnęło.
„Przestań” – mruknąłem do siebie. „Skup się na tym”.
Jak gdyby mnie usłyszał, Ethan przesunął zeszyty.
I oto był: srebrny świecznik, ciężki, antyczny, z ciemnymi plamami u podstawy.
Krew.
„Znalazł go” – powiedziała Linda. „To wszystko”.
Ze schodów dobiegł głos Chelsea.
„Skończyłeś? Jesteś tam już piętnaście minut”.
„Prawie” – odpowiedział Ethan, a jego głos był zaskakująco spokojny.
Szybko, drżącymi rękami, chwycił telefon i zrobił kilka zdjęć świecznika. Potem zostawił go dokładnie tam, gdzie był i zamknął szufladę.
„Dobra robota” – mruknęłam.
Ethan wyszedł z pokoju z plecakiem na ramieniu. Zaczął schodzić po schodach. Chelsea czekała na niego na dole ze skrzyżowanymi ramionami.
„To wszystko?”
„Tak.”
„Dobrze. Potem możesz wyjść i nigdy nie wracać.”
„To też mój dom” – powiedział Ethan.
Chelsea zaśmiała się zimno.
„Twój dom? Ten dom należy do twojego ojca, a ja jestem jego żoną. Jesteś tylko przypadkiem, z którym musiał żyć przez te wszystkie lata.”
„Moja matka nie jest przypadkiem.”
Chelsea niebezpiecznie zmrużyła oczy.
„Twoja matka nie żyje. I twoja babcia wkrótce też.” To tylko kwestia czasu. Takie stare kobiety jak ona nie żyją długo. A jeśli umrze, twój ojciec odziedziczy ten brudny dom, w którym mieszka. Sprzedamy go. Przeprowadzimy się. A ty zostaniesz w szkole z internatem, gdzie uczysz się nie być tak brutalnym. Dlatego bijesz bezbronne kobiety? Bo czujesz się silny?
Chelsea zrobiła krok w jego stronę. Kamera idealnie uchwyciła jej twarz: czystą wściekłość.
„Nie dotknęłam cię, kłamliwy bachorze. Zaatakowałeś mnie, a jeśli jeszcze raz skłamiesz, dopilnuję, żebyś trafił do poprawczaka”.
„Znam prawdę” – powiedział Ethan. „Moja babcia też”.
„Twoja babcia jest nikim” – syknęła Chelsea. „To zmęczona staruszka, która nie wie, kiedy odpuścić. Ale się nauczy. Każdy w końcu się uczy”.
W tym momencie usłyszeliśmy inny głos – głos, który zatrzymał mój świat w miejscu.
„O czym ty mówisz?”
Rob właśnie wszedł przez drzwi wejściowe. Miał na sobie garnitur i luźny krawat. Wyglądał na zmęczonego, starszego – zupełnie innego niż syn, którego pamiętałem.
„Kochanie” – powiedziała Chelsea, a jej ton natychmiast zmienił się na czuły i troskliwy. „Wróciłaś wcześniej. Ethan właśnie wychodził”.
Rob spojrzał na syna, a potem na Chelsea. Coś w jego wyrazie twarzy zdradzało, że usłyszał więcej, niż myślała.
„O co chodziło z tą szkołą z internatem?” – zapytał.
„Właśnie mu tłumaczyłam, że jeśli nadal będzie się źle zachowywał, będziemy musieli podjąć działania” – odpowiedziała szybko Chelsea.
„Powiedziała, że idzie do babci”.
