No to z kartą!” Raisa Pietrowna machnęła ręką. „W czym problem? Nie zbiedniejesz. Witia dobrze zarabia, sam tak powiedział”.
Olga zapłaciła. Wiedziała, że nikt im niczego nie odda. Tak jak nie oddano im pieniędzy za zakupy z zeszłego tygodnia, za taksówkę trzy dni temu, ani za bilety do kina, na które „podobno nalegała”.
Tego wieczoru, kiedy wrócili, powitał ich chaos. Tolja z dziećmi oglądali mecz piłki nożnej, z chipsami rozrzuconymi na sofie i pustymi butelkami po piwie na stole. Kuchnia była zawalona brudnymi naczyniami – postanowili „zjeść coś na szybko”, kiedy kobiety wyszły.
„Ol, co jemy na obiad?” zapytał Tolja, nie odrywając wzroku od ekranu. „Myśleliśmy… może o szaszłyku? Jak na dworze, ale w domu. Lecieli w telewizji, tak pięknie podane”.
Olga weszła cicho do kuchni. Spojrzała na naczynia. Na pustą lodówkę – nie mogła zrobić zakupów spożywczych, bo cały dzień siedziała w salonie. Zerknęła na zegarek: 6:30. Wiktor miał wrócić za godzinę i naturalnie spodziewał się, że obiad będzie gotowy.
Otworzyła zamrażarkę. Był w niej kawałek wieprzowiny – przeznaczony na weekend. Wyjęła go i położyła na stole. I nagle zdała sobie sprawę, że nie da rady.
Po prostu nie dała rady.
„Ola, co tak stoisz?” Ludmiła zajrzała do środka, bawiąc się włosami przed lustrem w korytarzu. „Nie mamy dużo czasu, a jesteśmy głodne. I musi to wyglądać apetycznie, jak w restauracji! Chcę zrobić zdjęcie do mediów społecznościowych”.
Wtedy Olga zrozumiała: nie wytrzyma dłużej.
Włożyła mięso z powrotem do zamrażarki i zamknęła drzwi.
„Nie będzie szaszłyka” – powiedziała spokojnie.
„Co to znaczy, żadnego?” – Ludmiła wyglądała na zmartwioną. – Żartujesz sobie z nas? Jesteśmy głodne!
– Tylko coś zamów.
– Zrobiłaś się strasznie niegrzeczna! – Raisa Pietrowna wpadła do kuchni. – Zamawiasz? Co takiego? Odmawiasz gościom!
– Nikomu nie odmawiam. Po prostu nie będę gotować.
Olga poszła do salonu – swojej dawnej sypialni – i zaczęła wyjmować swoje rzeczy z szafy. Jej ręce poruszały się cicho, niemal automatycznie. Wzięła walizkę i zaczęła składać ubrania.
– Co robisz? – W drzwiach pojawiła się jej teściowa, a za nią Ludmiła. – Dokąd idziesz?
