Kiedy pochyliła się nad łóżeczkiem, jej ręka zadrżała – tylko trochę. Jej wzrok powędrował do Alvareza, a potem do drzwi.
Dreszcz przeszedł mnie po plecach.
Kiedy wyszła, wyszeptałam: „Kto to był? Wczoraj jej tu nie było”.
Alvarez sprawdził swoje notatki. „To pielęgniarka z dyżuru. Wyciągnięta z pediatrii. Miała dyżur w noc porodu”.
Głos Megan zadrżał. „Pamiętam ją. Komentowała płacz mojego dziecka – jakby go znała”.
Ścisnęło mnie w gardle. „Możesz ją zbadać?”
Wyraz twarzy Alvareza się zmienił. „Zbadamy”.
Godzinę później zadzwonił Ryan.
Prawie go zignorowałam.
„Co tak długo?” – warknął. „To niedorzeczne. Szpital nas kompromituje”. „
Żenujące.
„Nie chodzi o ciebie” – powiedziałam cicho.
Gwałtownie wypuścił powietrze. „Jeśli to wyjdzie na jaw, ludzie pomyślą…”
„O czym ty myślisz?” – przerwałam. „Że oskarżyłeś mnie o oszustwo i wszcząłeś śledztwo, które ujawniło podmianę dzieci?”
Cisza.
Potem, zbyt szybko: „Nie rozmawiaj z nikim beze mnie”.
Wtedy mój strach nabrał nowego wymiaru.
Ryan nie martwił się o dzieci.
Martwił się całą historią.
Tego popołudnia szpital wydał oświadczenie, w którym obwiniono „nieprawidłowości proceduralne podczas zmiany personelu”. Język był jasny i pusty – jakby opisywał literówkę, a nie katastrofę.
Alvarez nie był przekonany.
Wrócił z tabletem. „Pani mąż zgłosił się o 21:40. Czy wyszedł z pokoju?”
„Tak” – powiedziałam, przypominając sobie jego chodzenie. „Poszedł do automatów z napojami. Odebrałem telefon.”
“Czy ktoś jeszcze nas odwiedza?”
Jeśli chcesz kontynuować, kliknij przycisk pod reklamą ⤵️
Reklama
