Nie chcę, żeby twoja rodzina kiedykolwiek tu przyjeżdżała!” — kobieta nie wytrzymała dłużej i pokazała, na co ją stać

Olga usłyszała dzwonek do drzwi i zamarła z chochlą wciąż w dłoni. Zupa gotowała się na kuchence, na desce do krojenia leżały na wpół pokrojone warzywa na sałatkę, a na kuchennym stole piętrzyła się sterta nieumytych naczyń. Zerknęła na zegarek: 20:30. Kto to mógł być?

„Olaatje, otwórz drzwi!” – dobiegł z korytarza głos jej męża. „To niespodzianka!”

Niespodzianka. Olga poczuła, jak coś ją ściska. Ostatnia „niespodzianka” Viktora zdarzyła się sześć miesięcy temu, kiedy przyprowadził do domu troje przyjaciół w środku nocy, zostawiając ją smażącą ziemniaki i siekającą boczek o drugiej w nocy.

Wytarła ręce w fartuch i podeszła do drzwi. Na progu stał Wiktor z szerokim uśmiechem, a za nim tłoczyły się znajome postacie: jej teściowa Raisa Pietrowna, siostra Wiktora Ludmiła z mężem Tolą i dwójka ich nastoletnich dzieci.

„Patrz!” – oznajmił uroczyście Wiktor. „Przyjeżdżają do nas na tydzień! Mówiłem ci, że zaprosiłem ich wieki temu”.

Olga nie pamiętała żadnych zaproszeń. Pamiętała, że ​​Wiktor mimochodem wspomniał, że „powinniśmy kiedyś zaprosić rodzinę”, ale to było dwa miesiące temu i rozmowa ucichła.

„Halo” – wyrzuciła z siebie, odsuwając się na bok.

Jej teściowa weszła pierwsza, rozglądając się badawczo po korytarzu.

„Cóż, chyba się tego nie spodziewałaś, prawda?” prychnęła, zdejmując płaszcz. „Witia powiedziała, że ​​będziesz szczęśliwa. Trzęsłyśmy się całą drogę, cztery godziny w autobusie, wyobrażasz sobie?”

„Wejdź” – powiedziała Olga machinalnie, patrząc, jak cała horda członków rodziny wpada do mieszkania z torbami i workami, wypełniając wieczorną ciszę głośnymi głosami.

Ludmiła poszła prosto do kuchni.

„Och, robisz barszcz? Marzę o pilaw. Umiesz ugotować pilaw? W Moskwie, w „Nie wierzy łzom”, mieli taki piękny pilaw, pamiętasz?”.

Olga spojrzała w milczeniu na szwagierkę. Pilaw. Teraz. O 20:30, mimo że stała już przy piecu od dwóch godzin.

„Ludo, może jutro?” – zasugerowała ostrożnie. „Jest późno, barszcz prawie gotowy”.

„No, chodź” – Ludmiła machnęła ręką. „Poczekamy. Jesteś gospodynią domową, to nie powinno być trudne. Witia powiedział, że i tak jesteś w domu cały dzień”. Olga pracowała zdalnie jako webdesignerka, ale tłumaczenie tego było bezcelowe. Dla rodziny Viktora „praca w domu przy komputerze” zawsze oznaczała „nicnierobienie”.

„Witusiu, gdzie będziemy spać?” zapytała Raisa Pietrowna, siadając na kanapie. „Macie tylko dwa pokoje, prawda?”
Dalej→