Ałła Wiktorowna machnęła ręką, odganiając muchę.
„Restauracja! Co to za święto – siedzieć przy cudzych stołach i jeść odgrzewane jedzenie? W domu wszystko jest twoje, naprawdę. Robisz swoje słynne sałatki, pieczesz mięso w piekarniku – jesteś w tym taka dobra. Poza tym, już zrobiłam listę rzeczy, które musimy kupić”. Poszperała w torbie i wyciągnęła kartkę papieru pokrytą pismem. „Patrz, proszę. Pięć kilogramów wieprzowiny, jakieś osiemset gramów sera, weź natychmiast trzy litry majonezu…”
„Ałła Wiktorowna, przestań!” Olga poczuła, jak wszystko w jej wnętrzu zaciska się w cienki supeł. „Nie możesz tak po prostu zorganizować przyjęcia u mnie, nie pytając mnie o zgodę!”
Teściowa uniosła brwi.
„Olentje, co ty robisz? Chcę tylko tego, co najlepsze. Myślałam, że będziesz szczęśliwa. Młodzież jest teraz taka dziwna – nie ceni rodziny, chodzą tylko do restauracji”. A kiedy jeszcze cała rodzina znów będzie razem? Ciocia Zina akurat wzięła sobie wolne. A Marina, moja przyjaciółka, obiecała upiec ciasto – ma złoty talent.
„Ale to moje urodziny” – zasugerowała Olga, wyczuwając absurdalność sytuacji. „Moje”.
„Tak, twoje. Dlatego wszystko zorganizowałam”. Ałła Wiktorowna radośnie stała na kominku. Przygotuj się więc. W poniedziałek około szóstej będą schodzić. Przyjdę wcześniej, żeby pomóc ci nakryć do stołu. Może pożyczysz mój obrus? Twój jest raczej skromny. Dobra, muszę iść, muszę kupić kilka rzeczy na przyjęcie. Żegnaj, córko!
Dowiedz się więcej
Ciasto
Ciasto
Spożywcze
Drzwi zatrzasnęły się z hukiem, pozostawiając za sobą zapach perfum Chanel i poczucie zbliżającej się katastrofy. Olga stała na środku holu, patrząc na listę zakupów wypisaną na stole przed lustrem.
„Pięć kilogramów wieprzowiny. Sześć puszek ananasa. Kilogram krewetek.”
Powoli wróciła do kuchni, opadła na krzesło i zakryła twarz dłońmi. Pięć lat. Pięć lat musieli postawić granicę, wytłumaczyć, że ona i Igor są odrębną rodziną, z własnymi zasadami, własnymi tradycjami. A Ałła Wiktorowna wciąż przedzierała się przez te granice jak czołg przez ścianę.
Igor wrócił około trzeciej – pomięty, zmęczony, ale zadowolony.
„Gotowe! Nareszcie”. Objął Olgę od tyłu i wtulił nos w jej włosy. „No, teraz jestem cały twój. Jutro odpoczywamy cały dzień, a pojutrze jest twoje przyjęcie. A tak przy okazji, odebrałem twój prezent z warsztatu; schowałem go w pracy Dimy, żebyś go nie znalazła”.
„Igorze, twoja mama była”.
Zamarł.
„Czego chciała?”
Olga odwróciła się do rąbka.
„Zaprosiła dwadzieścia pięć osób na moje urodziny. Tutaj. I muszę dla wszystkich ugotować”.
Igor zbladł.
„Co? Czekaj, dwadzieścia pięć osób?”
„Całą twoją rodzinę. I jej znajomych. Już wszystkich zaprosiła i to na poniedziałek o szóstej”.
„Ale mamy tę restaurację! Zrobiliśmy rezerwację trzy tygodnie temu!” Przetarł twarz dłonią. „Boże, jakie to typowe. Właśnie do niej dzwonię”.
„Nie dzwoń” – przerwała mu Olga. „Nie dzwoń”.
„Co masz na myśli, mówiąc „nie”? Och, to absurd! Ona nie może po prostu…
„Mogłaby być. I jest. I zawsze będzie, jeśli jej nie powstrzymamy”. Olga spojrzała na męża. „Igorze, ile razy to przechodziliśmy w ciągu ostatnich pięciu lat? Przychodzi bez ostrzeżenia, ingeruje w nasze życie, decyduje za nas. A ty dzwonisz do niej za każdym razem, kłócisz się, ona płacze, czujesz się winny, a w końcu wszystko idzie po jej myśli”.
— Ale teraz to naprawdę—
— Igor, nie będę się kłócić z twoją matką. Jestem zmęczona. — Olga poczuła gulę w gardle. — Jestem po prostu zmęczona udowadnianiem, że mam prawo do własnego życia. Że moje urodziny naprawdę należą do mnie.
Przytulił ją mocniej.
— Przepraszam. Przepraszam, że tak się zachowują. Porozmawiam z nią, odwołamy wszystko. Naprawdę, ja—
— Niczego nie odwołamy. — Olga poczuła, jak narasta w niej chłodna determinacja. — Po prostu pozwól, żeby wszystko poszło zgodnie z planem.
Igor spojrzał na nią zdezorientowany.
— A ty?
— Niech przyjdzie tych dwadzieścia pięć osób. W poniedziałek o szóstej.
— Ol, mówisz serio? Właśnie powiedziałeś…
— Mówię serio. — Wyrwała się z jego objęć i uśmiechnęła się — po raz pierwszy tego ranka. — Po prostu mi zaufaj, dobrze? I upewnij się, że w poniedziałek będziesz w domu o piątej.
Olga spędziła niedzielę i poniedziałek w dziwnym stanie spokoju. Nie odebrali żadnego z trzech telefonów od Ałły Wiktorownej, która chciała sprawdzić, co zostało kupione i czy mięso jest gotowe. Igor niespokojnie krążył po mieszkaniu, ciągle pytając, co planuje, ale Olga tylko tajemniczo się uśmiechała.
W poniedziałek rano zadzwoniła do „Bellissimo” i potwierdziła rezerwację. Potem wyjęła z szafy nową sukienkę — szmaragdowozieloną, obcisłą, dokładnie tę, którą wybrała trzy tygodnie temu. Pomalowała paznokcie, ułożyła włosy. Igor patrzył ze zdziwieniem.
— Och, wreszcie to rozwiniesz?
— Zobaczysz.
O czwartej wyjęła jedzenie z lodówki — te same rzeczy, które skrupulatnie kupili według listy Alli Wiktorownej. Wszystko starannie ułożyła na półkach. Wieprzowina, ser, majonez, krewetki, ananas — wszystko na swoim miejscu. Potem wzięła kartkę i napisała na niej dużymi literami:
„Drodzy goście! Dziękuję za przybycie na moje urodziny. Niestety, mnie nie będzie — poszłam świętować trzydzieste urodziny, tak jak planowałam. Całe jedzenie jest w lodówce, naczynia w szafkach. Gotujcie, co chcecie. Miłego wieczoru!”
Przykleiła karteczkę do lodówki magnesem i odwróciła się do oszołomionego męża.
— Idziemy?
— Mówisz poważnie? — Igor spojrzał na nią z podziwem i przerażeniem.
— Zdecydowanie. Straciłem za dużo czasu na wyjaśnienia, których nikt nie słucha”. Może są bardziej przekonujące niż słowa.
—Ale mamo… ona mnie zabije. Nas.
—Twoja mama jest dorosła — powiedziała cicho Olga — i wszyscy, których zaprosiła, też. Radzi sobie świetnie bez nas. Zwłaszcza z taką ilością jedzenia.
Igor milczał przez kilka sekund, a potem powoli się uśmiechnął.
—Wiesz co? Masz rację. Cholera, masz absolutną rację. Chodź, będziemy świętować twoje urodziny.
Wyjechali o 17:30, gdy wieczorne słońce malowało miasto na złoty róż. W „Bellissimo” powitano ich jak ukochanych gości i zaprowadzono do stolika przy oknie. Igor wypił za dużo szampana; Olga wybrała dokładnie tę sałatkę z rukolą i gruszką, o której czytała w recenzjach.
Pierwszy telefon zadzwonił o 18:20.
—Igorze!—Głos Ałły Wiktorownej zadrżał z oburzenia. — „Gdzie jesteś?! Goście już przychodzą, a ciebie nie ma!” A co to za karteczka na lodówce?!…
— Mamo, jesteśmy w restauracji, — alternatywnie, spokojnie Igor, zakrywając dłonią dłoń Olgi. — Świętujemy urodziny Olgi. Tak, jak chciała.
— Tak, jak chciała?! A co z gośćmi?! I ciocia Zina, która przyjechała specjalnie z Podolska?!
— Mamo, w lodówce jest wszystko, czego potrzebujemy. Świetnie gotujesz. Sama zaprosiłaś gości.
— Ale… ale to czyste nękanie! Olga musiała…
— Olga nikomu nic nie jest winna, — głos Igora brzmiał stalowo. — To jej urodziny i ma prawo obchodzić je tak, jak chce. Zorganizowałaś je bez pytania jej ani mnie. Teraz sama to uporządkuj.
— Igorze, jak możesz! Robię to dla ciebie! Chciałam tylko tego, co najlepsze!
„Mamo, jeśli naprawdę chciałaś tego, Najlepiej by było, gdybyś zapytał, czego Olga chce. W swoje urodziny. Miłego wieczoru.
Rozłączył się i spojrzał na żonę. Olga dostrzegła w jego oczach pośpiech i lekką panikę.
„No cóż… jutro pogrzebie mnie żywcem”.
„Nie pogrzebie” – uśmiechnęła się Olga. „Właśnie zrobiłeś to, co powinieneś był zrobić pięć lat temu. Ochroniłeś swoją rodzinę”.
Telefon dzwonił nieprzerwanie przez co najmniej kolejne dwadzieścia minut – najpierw Ałła Wiktorowna, potem nieznane numery (prawdopodobnie krewni), a potem znowu jej teściowa. Igor spojrzał na niego z determinacją i nie odebrał.
„Wiesz” – powiedział, gdy kelner przesunął słuchawkę – „czuję się jednocześnie okropnie i wspaniale. Prawie, bo to moja matka i jest mi jej żal. Cudownie, bo po raz pierwszy od lat czuję się wolny. I teraz rozumiem, co pośrednio robiłeś przez cały ten czas”. „Nie chcę, żebyś czuł się okropnie” – powiedziała cicho Olga. „Kocham twoją matkę. Na swój sposób. Ale nie mogę już dłużej żyć, moje poglądy niespełnione, moje pragnienia niespełnione. Jakbym był tylko dodatkiem do twojej rodziny, a nie człowiekiem z własnymi potrzebami.
„Rozumiem”. Igor uniósł kieliszek. „Za ciebie. Za moją cudowną, dzielną żonę. Wszystkiego najlepszego, Olu. W twoje prawdziwe urodziny”.
