Jak równy z równym” – skinął głową. „Zgoda”.
Zaczęli w kuchni. Zmywali naczynia, wynosili śmieci, w milczeniu, pogrążeni w myślach. Potem umyli podłogi, zmienili pościel, odłożyli wszystko na miejsce.
Wieczorem mieszkanie znów stało się ich domem. Bez obcych, dziwnych żądań, dziwnego chaosu.
Olga usiadła przy komputerze. Włączyła go. Otworzyła projekt, nad którym nie mogła pracować przez cały tydzień.
„Ol?” – zajrzał Viktor. „Zamówiłem pizzę. Chyba nie chcemy dzisiaj gotować razem”.
Uśmiechnęła się.
„Pizza jest w porządku”.
„I jeszcze jedno” – wszedł, nerwowo przestępując z nogi na nogę. „Myślałem… może ustalimy jakąś zasadę? Jeśli ktoś chce przyjechać na dłużej niż jeden dzień, omówimy to wcześniej. Razem. I możemy też odmówić, jeśli nam to nie odpowiada”.
„To byłoby wspaniałe”.
Olga wstała, podeszła do niego i przytuliła go.
„Wiesz… to było piekło. Prawdziwe piekło. Ale może tego potrzebowaliśmy. Zrozumiałam więc, że mam prawo odmówić. A ty… że twoja rodzina to ja. Przede wszystkim.”
„Jesteś moją rodziną” – powiedział cicho. „Przepraszam, że zrozumiałam to dopiero tak późno.”
Zadzwonił dzwonek do drzwi – dostawca przyniósł pizzę. Usiedli na kanapie, otworzyli pudełko i włączyli lekki film. Po raz pierwszy od tygodnia w domu zapadła cisza. Prawdziwa, cicha, ciepła cisza.
„Myślisz, że mama mi wybaczy?” – zapytał Wiktor.
„Nie wiem” – odpowiedziała szczerze Olga. „I szczerze mówiąc, teraz jest mi to obojętne.”
Skinął głową.
„Ja też nie.”
Skończyli jeść pizzę i nagle Olga zaczęła się śmiać. Najpierw cicho, potem głośniej.
— Co? — Wiktor wyglądał na zaskoczonego.
— Pomyślałem sobie… Pokazałem, na co mnie stać. I wiesz co? Też mi się to podobało.
Uśmiechnął się szeroko.
— Też mi się to podobało. Byłaś jak… wojowniczka. Przerażająca i piękna jednocześnie.
— Czy następnym razem będziesz po mojej stronie?
— Następnym razem nie będzie ani twojej, ani mojej strony — powiedział poważnie. — Wtedy będzie tylko nasza strona.
To był początek. Nie idealna, ale prawdziwa.
A czasami rzeczywistość jest ważniejsza niż perfekcja.
