Najstarsza córka miliardera nigdy wcześniej nie chodziła. Aż do momentu, gdy zobaczyła, jak jej służąca dokonuje niemożliwego.

Z powodu śnieżycy odwołano jego lot międzynarodowy, zmuszając go do powrotu do domu kilka godzin wcześniej niż planowano. W domu powinna panować cisza, personel powinien poruszać się cicho, a Lydia powinna odpoczywać jak zwykle.

Zamiast tego, gdy Philip wszedł do środka i zdjął płaszcz, z góry dobiegł dźwięk.

Muzyka. Była ciepła i rytmiczna, nieznana, a jednak zachęcająca, wypełniając dom ruchem, którego Philip nie czuł od czasu wypadku. Pod spodem rozbrzmiewał cichy głos, zachęcający i cierpliwy.

„Oddychaj w rytm dźwięku. Pozwól mu się ponieść”.

Philip poczuł, jak narasta w nim irytacja. Gospodyni otrzymała jasne instrukcje. Nazywała się Maribel Cruz, była kobietą po pięćdziesiątce, o zmęczonych dłoniach i spokojnym spojrzeniu, zatrudnioną w ciszy i rzadko z nią rozmawianą. Nie wolno jej było eksperymentować.

Szybko wszedł po schodach, a jego irytacja rosła z każdą nutą.

Kiedy dotarł do pokoju Lydii, drzwi były uchylone, wpuszczając światło do korytarza.

Otworzył je i zatrzymał się.

Meble zostały odsunięte, tworząc przestrzeń, której wcześniej nie było. Płyta grała cicho ze starego gramofonu, który Philip natychmiast rozpoznał: jedna z płyt Natalie, nietknięta od jej śmierci.

Maribel stała boso na podłodze, jej mundurek zastąpiła prosta, zwiewna spódnica, a jej postawa była spokojna i opanowana.

A Lydia już nie siedziała.

Klęczała na podłodze, jej małe dłonie trzymały się przedramion Maribel, a na jej twarzy malował się wyraz wysiłku, którego Philip prawie zapomniał rozpoznać.

Szczęście.

Lydia roześmiała się, czystym śmiechem, który rozniósł się echem po pokoju, a Philipowi boleśnie zaparło dech w piersiach.

„Jeszcze raz” – powiedziała Lydia cicho, cienkim, ale niewątpliwie szczerym głosem.

Philip zatoczył się do przodu, chwytając się framugi drzwi jedną ręką.

Maribel uśmiechnęła się, a w jej oczach zalśniły łzy. „Zgadza się. Słuchaj swojego ciała. Ono pamięta”.

Lydia wbiła stopy w podłogę. Jej nogi drżały gwałtownie, a jej dawno wyczerpane mięśnie stawiały opór poleceniu. Powoli, niechętnie, wstała.
Jeśli chcesz kontynuować, kliknij przycisk pod reklamą ⤵️