Mój mąż spojrzał na noworodka zaraz po narodzinach i powiedział z uśmiechem: „Musimy zrobić test DNA, żeby mieć pewność, że to moje dziecko”.

Alvarez pokazała jej nagranie. „Dlaczego wynosiłaś dziecko z oddziału położniczego o 2:17 w nocy?”

Jej twarz stwardniała. „Miałam ze sobą kocyk”.

„Znaleźliśmy też bransoletkę szpitalną w szafce pielęgniarki Marsh” – dodała Alvarez. „Znasz ją?”

Donna mocniej ścisnęła różaniec.

Megan krzyknęła: „Gdzie moje dziecko?”

„Dzieci się mylą” – powiedziała chłodno Donna. „Ludzie muszą przestać histeryzować”.

Zacisnęłam pięści. „Bo to ty to zaplanowałaś”.

Ryan krzyknął: „Przestań – to szaleństwo…”

„Właściwie” – powiedziała spokojnie Alvarez – „nie jest”.

Wszedł policjant z torbą na dowody. W środku była bransoletka – ani moja, ani Megan.

Alvarez odwróciła się do Ryan. „Twoje zapisy telefoniczne wskazują na wielokrotny kontakt z pielęgniarką Marsh przed porodem – i ponownie po tym, jak zażądałaś testu DNA”.

Ryan zbladł.

Donna warknęła: „Chronił swoją rodzinę!”

„Przed czym?” zapytał Alvarez. „Prawdą?”

Wtedy radio zatrzeszczało.

„Znaleźliśmy pielęgniarkę Marsh. Parking. Ma dziecko”.

O mało nie ugięły mi się kolana.

Alvarez spojrzał na mnie. „Zabieramy dziecko na górę. Bądź gotowa na identyfikację i natychmiastowe potwierdzenie DNA”.

Donna uśmiechnęła się blado. „Podziękujesz mi”, wyszeptała. „Kiedy urodzisz właściwe dziecko”.

I wtedy stało się jasne:

To nie był wypadek.

To był wybór.

Brak powiązanych postów.
Udostępnij.