Próbowali mnie wrobić, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
„Na szczęście” – kontynuowała Melanie – „rodzina zawsze jest przy sobie, bez względu na wszystko”.
Uniosła kieliszek. „Za babcię Eleanor. I za rodzinę”.
„Za rodzinę” – skandował chórem tłum.
Uniosłam kieliszek, ale nie napiłam się.
Przez ogród mój wzrok spotkał się z Babcią. Spojrzała na mnie z miną, której nie potrafiłam określić – nie z litością, ale z czymś ostrzejszym. Z czymś znaczącym.
Ciocia Diane pochyliła się w moją stronę. „Wszystko w porządku?”
„W porządku” – powiedziałam spokojnie, wciąż obserwując. „Próbuje mnie zdyskredytować, zanim zdążę cokolwiek powiedzieć”.
„Wiem” – wyszeptała Diane. „Pozwolisz jej na to?”
Pomyślałam o filmie na moim telefonie, zrzutach ekranu, o wszystkim, co zapisałam.
„Jeszcze nie” – powiedziałam cicho. „Ale ona o tym nie wie”.
Melanie wciąż się uśmiechała, delektując się chwilą. Nie miała pojęcia, co się wydarzy.
I nikt inny też nie.
Podano obiad. Usiadłam obok babci, tak jak chciała. Melanie siedziała naprzeciwko, obserwując każdy kęs, który brałam. Jedzenie było wyśmienite, ale ledwo poczułam smak. Byłam zbyt zajęta obserwacją.
Wujek Marcus całkowicie uwierzył w występ Melanie. Ciągle pytał, czy czuję się lepiej, czy praca mnie nie przerasta. Uśmiechnęłam się i powiedziałam, że wszystko w porządku. Moja kuzynka Rachel patrzyła sceptycznie, mrużąc oczy na mnie i Melanie. Zawsze była bystrą myślicielką.
Ciocia Diane jadła w milczeniu, jej prawniczka zachowała kamienną twarz i niczego nie zdradzała.
A babcia?
Babcia obserwowała wszystko.
Kiedy Melanie przeprosiła, żeby pójść do łazienki, ręka babci znalazła moją pod stołem.
„Masz mnóstwo cierpliwości” – powiedziała cicho.
„Słucham?”
„Widziałam twoją minę, kiedy Melanie wygłaszała przemówienie” – powiedziała babcia ze znaczącym spojrzeniem. „Większość ludzi by interweniowała. Broniła się”.
„Czy to by pomogło?”
„Nie” – powiedziała, ściskając moją dłoń. „To by się nie stało”.
„W takim razie poczekam”.
Babcia długo mi się uważnie przyglądała. „Zmieniłaś się, Koro. Nie tak, jak twierdzi twoja matka. Zapuściłaś korzenie”.
Nie bardzo wiedziałam, co na to odpowiedzieć.
„Muszę omówić coś z rodziną po obiedzie” – kontynuowała. „Coś ważnego. Kiedy to zrobię, chcę, żebyś posłuchała. Naprawdę posłuchała”.
„Oczywiście, babciu”.
„I cokolwiek się stanie” – powiedziała, podchodząc bliżej – „wiedz, że widzę więcej, niż ludzie myślą”.
Melania wróciła do stołu, odzyskawszy spokój. Babcia puściła moją rękę i jadła dalej, jakby nic się nie stało.
Ale jej słowa utkwiły mi w pamięci.
Widzę różne rzeczy.
Co właściwie widziała?
I co planowała z tym zrobić?
Po obiedzie przeprosiłem i poszedłem do toalety. Wracając, minąłem otwarte okno w kuchni.
Tyler stał na zewnątrz, oparty o płot, z telefonem przy uchu. Jego głos był wyraźnie słyszalny przez ekran.
„Mówiłem ci, że nie dostanę dodatkowego czasu. Windykatorzy mają to gdzieś…” Zrobił pauzę, nasłuchując. „Pięćdziesiąt tysięcy, stary. Do końca miesiąca”. Przysięgła, że już to dostanie.
50 000 dolarów.
Zamarłem.
„Tak, hazard – poker online, zakłady sportowe, wszystko. Nie wiedziałem, dopóki…” Kolejna pauza. „Powiedziała, że jej babcia wiedziała”.
Nie.
„Nie, to się jeszcze nie wydarzyło. Właśnie o to chodzi w tym przyjęciu”. Jego głos stał się napięty. „Jeśli Eleanor się nie pojawi, nie wiem, co zrobimy. Mel już całkowicie porzuciła siostrę. Dlatego Ka zerwał z nią kontakt”.
Potem głos mu się załamał. „Mam dość, Marcus. Nie mogę już tego robić. W przyszłym tygodniu składam pozew o rozwód”.
Rozłączył się. Usłyszałem, jak bierze drżący oddech, a potem kroki oddalające się w stronę domu, z dala ode mnie.
Stałem tam przez chwilę, analizując to.
50 000 dolarów długu hazardowego.
Dlatego Melanie wzięła te 12 000 dolarów z funduszu medycznego babci. Dlatego mnie potrzebowała na tym przyjęciu – żebym przedstawił babci zjednoczoną rodzinę przed ogłoszeniem o spadku. Dlatego przećwiczyła swoje wymówki. Dlatego wyglądała na tak zdesperowaną. Dlatego Tyler wyglądał na tak załamanego.
Obraz wreszcie był kompletny.
Melanie nie tylko mną manipulowała.
Tonęła.
I wykorzystała wszystkich wokół siebie jako tratwę ratunkową, ciągnąc ich w otchłań.
Wróciłem na przyjęcie z postanowieniem. Nie zdradzę Melanie, ale jeśli będzie na mnie naciskać, też nie będę jej chronił.
Słońce już zachodziło, gdy babcia wstała. Lampki choinkowe jaśniej świeciły na tle mrocznego nieba. Rozmowy ucichły. Trzydzieści par oczu skupiło się na kobiecie u szczytu stołu.
Dziękuję za wyświadczenie takiej przysługi starszej kobiecie,
