Moi rodzice wyrzucili mnie z domu sześć lat temu, żeby zapewnić godziwe życie mojej siostrze, a dziś wieczorem nagle są „tak dumni”, ponieważ właśnie kupiłem posiadłość za 12 milionów dolarów — tyle że ich e-mail trafił do mojej skrzynki odbiorczej jako ostrzeżenie, a nie zaproszenie na zjazd absolwentów.

Prowadzę ich do dużego salonu. Sufit ma sześć metrów wysokości. Roztacza się stamtąd widok na całe Portland.

Patrzę, jak próbują udawać obojętność, ale ponoszą sromotną porażkę.

Sienna przesuwa dłonią po aksamitnym fotelu. Podnosi kryształowy wazon, sprawdza na spodzie nazwę marki i odstawia go na miejsce.

„Piękny” – mówi Sienna głosem pełnym zazdrości. „Trochę za dużo jak na jedną osobę, nie sądzisz?”

„Dla mnie idealny” – odpowiadam spokojnie. „Usiądźcie”.

Siadają na kanapie. Ja siadam w fotelu naprzeciwko nich.

Czujemy się jak na rozprawie sądowej.

Mój ojciec odchrząkuje. „Byliśmy tak zaskoczeni twoim sukcesem. Zawsze wiedzieliśmy, że jesteś mądry”.

„Naprawdę?” – pytam. „Pamiętam, że myślałaś, że jestem toksyczny i niebezpieczny dla zdrowia Sienny”.

Moja matka śmieje się nerwowo. „Och, kochanie, to wszystko było nieporozumieniem. To był stresujący czas. Wszyscy byliśmy pod ogromną presją. Rodziny się kłócą, ale wybaczamy sobie nawzajem. Tak właśnie powinno być w rodzinie”.

„Aha” – mówię. „Więc jesteś tu, żeby mi wybaczyć”.

„Jesteśmy tu, żeby odbudować więź” – mówi mój ojciec, a jego głos przybiera zamyślony ton, którego używa, gdy czegoś chce. „I żeby omówić, jak możemy razem iść naprzód”.

Sienna pochyla się do przodu. „I bądźmy szczerzy, Belle: nie zrobiłaś tego sama. Wykorzystałaś fundamenty, które ci daliśmy. Wykorzystałaś edukację, którą opłacił tata. I cóż… musimy porozmawiać o aplikacji”.

No i nadchodzi.

Szantaż.

„A co z aplikacją?” – pytam bez wyrazu.

Sienna odrzuca włosy do tyłu. Ćwiczyła tę przemowę. Czuję to.

„Cóż, wszyscy wiedzą, że Task Stream albo Task Flow – jakkolwiek chcesz to nazwać – to był mój pomysł. Wpadłam na to, kiedy wróciłam do domu. Byłaś tam. Słyszałaś, jak o tym mówiłam. Wzięłaś mój pomysł i go rozwinęłaś, kiedy byłam zbyt chora, żeby pracować”.

Muszę podziwiać tę śmiałość.

Właściwie wierzy we własne kłamstwo.

Sienna kontynuuje z nową pewnością siebie: „Sprawiedliwe będzie, żebyśmy omówili moją część. Nie jestem chciwa. Myślę, że pięćdziesiąt procent to sprawiedliwy podział, biorąc pod uwagę, że to była moja własność intelektualna. Poza tym moi rodzice potrzebują nowego domu. Ich kredyt hipoteczny jest pod wodą. Skoro masz tego” – gestykuluje po pokoju – „potwora, na pewno stać cię na kupno im domu. Może pensjonatu tutaj”. Wtedy moglibyśmy znowu wszyscy razem zamieszkać. Jak za dawnych czasów”.

Moja mama kiwa głową z entuzjazmem. „To byłoby fantastyczne. Bardzo za tobą tęsknimy, Val. Wtedy znów będziemy mogli być rodziną”.

Patrzę na to.

Patrzę na ojca, który unika mojego wzroku.

Patrzę na matkę, która desperacko szuka pocieszenia.

Patrzę na Siennę, która zdaje się domagać mojej pracy.

„Żeby było jasne” – mówię o oktawę niżej. „Wyrzuciłeś mnie na deszcz z 200 dolarami. Sprawiłeś, że straciłam dach nad głową. Nie dzwoniłeś do mnie przez sześć lat – ani w moje urodziny, ani w Boże Narodzenie – a teraz chcesz się do mnie wprowadzić. Chcesz pięćdziesiąt procent mojego towarzystwa”.

„Wychowaliśmy cię na twardziela, ale nie za twardego” – wyrzucił z siebie ojciec. „To właśnie dało ci siłę. Spójrz na siebie”. Nie byłoby cię tutaj, gdybyśmy cię nie wypchnęli z gniazda.

„Wypchnąłeś mnie?” – śmieję się. „Zamknąłeś drzwi, Walter. Wybrałeś ją zamiast mnie, bo powiedziała, że ​​ją rozchorowałem”.

„Byłam chora” – warczy Sienna. „Twoja energia była mroczna. I oczywiście miałam rację. Spójrz, jaki jesteś samolubny. Masz tyle pieniędzy, a nawet nie chcesz pomóc swoim rodzicom, którzy mają kłopoty. Jesteś narcyzem”.

„Narcyzem” – powtarzam. „To ciekawe słowo, zwłaszcza w twoim wykonaniu”.

„Nie dramatyzuj” – mówi Sienna. „Po prostu wypisz ten czek, Belle, albo cię pozwę. Mam świadków, którzy słyszeli, jak opowiadam o pomyśle na aplikację, zanim ją stworzyłaś”.

„Świadków?” – pytam. „Masz na myśli mamę i tatę?”

„Tak” – chichocze. „A sędzia prędzej uwierzy dwojgu rodzicom niż jednej zgorzkniałej, skłóconej córce”.

Powoli wstaję. Podchodzę do ściany i biorę pilota.

„Spodziewałam się tego” – mówię. „Dlatego przygotowałam krótką prezentację”.

„Co?” Sienna marszczy brwi.

Naciskam przycisk.

Z sufitu za mną znika ogromny ekran. Zasłony automatycznie się zamykają, a w pomieszczeniu robi się ciemno.

„Patrz” – mówię, odwracając się do ekranu – „nauczyłam się czegoś bardzo cennego w świecie technologii. Zawsze rób kopie zapasowe. Zawsze miej dostęp do swoich danych”.

Ekran nagle ożywa.

Pierwszym obrazem, który się pojawia, jest zrzut ekranu rozmowy tekstowej sprzed sześciu lat. Nadawcą jest Sienna. Odbiorcą jest przyjaciółka o imieniu Jessica.

Czytam tekst na głos.

„Cytat: ‘E