Korytarz sali sądowej pachniał polerowanym drewnem i zimną kawą, ale Amanda Lewis ledwo to zauważyła.
Każdy jej krok rozbrzmiewał w jej piersi niczym bęben, rytm determinacji i cichego gniewu.
Dzisiaj był dzień, w którym Nathan Carter, jej były mąż, w końcu zrozumie, że arogancja ma swoją cenę.
Nathan odchylił się na krześle, szczerząc się jak diabeł, emanując pewnością siebie człowieka, który myślał, że wygrał, zanim jeszcze proces się rozpoczął.
Obok niego siedziała jego matka, Evelyn, niczym sokół, z ostrym i okrutnym spojrzeniem.
„Nie dostaniesz ani centa, pasożycie” – powiedział sarkastycznie Nathan. „Zatrudniłem najlepszego prawnika w mieście. Wychodzisz stąd z pustymi rękami”.
Palce Amandy zacisnęły się mocno na granatowej teczce, a jej paznokcie wbijały się w skórę z kontrolowaną siłą.
Uniosła brew, a jej głos był miękki i pozornie łagodny. „Jesteś absolutnie pewien, że przeczytałeś każdą stronę?”
Nathan zaśmiał się pogardliwie. „Oczywiście, że tak. Dopilnowałem tego”.
Evelyn zaśmiała się szorstko i zimno. „Co za żałosna kobieta. Nie mogłaś dać naszemu synowi dziecka. Co za strata czasu”.
Amanda uśmiechnęła się subtelnie, a w jej spokojnym spojrzeniu krył się cień triumfu.
Przesunęła teczkę po stole. „Więc musiałeś przegapić stronę szóstą”.
Nathan chwycił papiery i niecierpliwie je przekartkował. Amanda zachowała spokój, wpatrując się w niego.
Wiedziała, że moment, na który się przygotowywała – moment, w którym jego arogancja będzie równa – jest nieunikniony.
Uśmiech Nathana zgasł, a jego oczy rozszerzyły się. Strona szósta.
Klauzula była jednoznaczna: w przypadku udowodnienia cudzołóstwa któregokolwiek z małżonków, poszkodowany zachowuje pełne prawo własności do domu małżeńskiego, wspólnych oszczędności i całego majątku nabytego w czasie trwania małżeństwa.
Głos Amandy przeciął ciszę niczym skalpel. „Naprawdę musisz pamiętać, że w naszym domku na plaży są kamery, Nathan”.
Sąd wstrzymał oddech. Szczęka Nathana zacisnęła się, ręce mu zadrżały, a twarz Evelyn zbladła.
Prawnik Nathana zamarł w pół słowa i spojrzał niepewnie na swoją klientkę.
„Ja… ja…” – wyjąkał Nathan, ale spokojne spojrzenie Amandy go uciszyło.
„Nie blefuję” – powiedziała, wyciągając z torby małą pamięć USB. „Twój weekend z asystentką nie był tak prywatny, jak ci się wydawało”.
Sala sądowa wypełniła się gwałtownym wdechem. Pewność siebie Nathana prysła, ustępując miejsca panice, a na twarzy Evelyn pojawiło się niedowierzanie.
Amanda podniosła teczkę, wyprostowała ramiona i uśmiechnęła się. „Nie potrzebuję twoich pieniędzy, Nathan. Ale potrzebuję spokoju”.
Gdy szła w kierunku drzwi, pytanie wisiało w powietrzu – i w głowie Nathana: Co jeszcze ona wie?
Proces jeszcze się nie skończył. A kolejny ruch Amandy miał ich kompletnie zaskoczyć.
Po tym, jak Amanda ujawniła dowody, na sali sądowej zapadła głucha cisza. Nathan Carter siedział sparaliżowany, z bladą twarzą, a ostre rysy twarzy Evelyn wykrzywiły się w niedowierzaniu.
Jego zazwyczaj spokojny prawnik nerwowo stukał w tablet, szukając ewentualnej luki.
Ale Amanda zachowała spokój, jakby nic nie mogło jej dotknąć.
Uważnie położyła pendrive na stole i przesunęła go w stronę Nathana.
„Wszystko, co tu widzisz” – powiedziała cicho – „jest przestarzałe, jasne i niepodważalne”. Filmy, wiadomości i dokumenty, które dowodzą zdrady.
Klauzula jest prawnie ważna. Cały majątek, w tym dom i konta bankowe, należą do mnie.
Głos Nathana załamał się, gdy wyjąkał: „To… to jest nielegalne! Nie możesz…”.
„Tak” – przerwała Amanda opanowanym, niemal klinicznym tonem. „Umowa przedmałżeńska jest wiążąca”.
Dowody są niepodważalne. Prawo jest jasne i ściśle się do niego stosowałam”.
Evelyn wzięła głęboki oddech i zakryła usta. „To… to niemożliwe” – mruknęła, patrząc na syna.
Spokój Amandy tylko spotęgował napięcie. „Żeby było jasne” – kontynuowała, patrząc na Nathana – „nie chodzi o zemstę”.
Nie jestem tu po to, żeby cię upokorzyć, choć wygląda na to, że to już się zaczęło.
Chodzi o dotrzymanie umowy, którą oboje zawarliśmy, i ochronę tego, co prawnie mi się należy”.
Sędzia, która do tej pory spokojnie obserwowała, pochylił się do przodu. „Pani Lewis, czy ma pani jakieś dodatkowe dokumenty, które chciałaby pani przedstawić?”.
Amanda skinęła głową i wyciągnęła schludnie uporządkowaną teczkę. „Tak. Skatalogowałam sprawozdania finansowe, akty własności i rejestracje”.
Każda transakcja i każde działanie jest poparte dowodami. Wszystko jest tutaj do wglądu”. Ostrożnie położyła teczkę na stole.
Prawnik Nathana szeptał z naciskiem, próbując ratować sytuację, ale Amanda
